Byłam wczoraj w Warszawie na inspirującej konferencji „Siła relacji”. Uwielbiam to, że mogę zdobywać nową wiedzę i przywozić ze sobą kilka myśli, które zostają ze mną na długo.
Wykłady dotyczyły kryzysów psychicznych, zapobiegania samobójstwom, ale też tego, co może pomagać młodemu człowiekowi wcześniej – zanim pojawi się poważny kryzys. Dla mnie wyjątkowo mocno wybrzmiała relacja.
Relacja – ta zwyczajna, codzienna. Z dzieckiem. Z nastolatkiem. I z samym sobą.

Zanim trudność stanie się poważnym kryzysem, w domu czasem dzieje się coś cichego. Dziecko przestaje opowiadać o swoim dniu. Nastolatek coraz częściej zamyka drzwi. Pojawia się złość, lęk, wycofanie albo niechęć do szkoły.
My, dorośli, widzimy wtedy głównie trudne zachowanie. Łatwo wpaść w pułapkę oceniających pytań: „Dlaczego znowu tak się zachowujesz?”. Znacznie trudniej zatrzymać się i zapytać z ciekawością: „Co się teraz z Tobą dzieje?”.
Osoby, które ze mną pracują, nie raz słyszały już ode mnie o groźnym policjancie i ciekawym detektywie ![]()
Młody człowiek nie zawsze potrafi powiedzieć wprost, czego potrzebuje. Czasem pokazuje to emocjami, zachowaniem, płaczem, trudnościami ze snem albo wycofaniem. Żeby to dostrzec, potrzebujemy uważności.
I tu pojawia się coś bardzo ważnego: rodzic też potrzebuje, żeby ktoś zobaczył jego zmęczenie, lęk czy samotność.
Kiedy samemu jest się wyczerpanym, przestraszonym czy bezradnym, znacznie trudniej spokojnie towarzyszyć dziecku. Dlatego w trosce o dziecko nie możemy zapominać o rodzicu, który jest obok.
Nie musisz być idealnym rodzicem. Czasem pierwszym krokiem jest po prostu zatrzymanie się i przyznanie: „Nie wiem, jak sobie z tym poradzić”.
Jako psycholog bardzo cenię takie konferencje. Przypominają mi, dlaczego warto stale się uczyć. Żeby lepiej słuchać, głębiej rozumieć i mądrzej pomagać.
W gabinecie wspieram dzieci, młodzież i ich rodziców nie tylko w momentach ostrych kryzysów. Często pracujemy nad trudnościami w porozumieniu, bezsilnością, lękiem przed zmianą czy tym, jak lepiej rozumieć własne dziecko.
Co ważne, pierwsza wizyta nie oznacza od razu rozpoczęcia terapii dziecka. Zawsze zaczynamy od rozmowy z samym rodzicem. To przestrzeń, żeby spokojnie opowiedzieć o tym, co dzieje się w codzienności, uporządkować własne myśli i wspólnie zastanowić się, czego potrzebuje dziecko oraz cała rodzina. Jedna lub dwie konsultacje z rodzicem mogą pomóc uporządkować sytuację, nazwać trudność i zdecydować, co będzie najlepszym kolejnym krokiem.
Relacja zaczyna się od obecności i prostego pytania: „Co jest teraz dla Ciebie ważne?”. Właśnie tę myśl zabieram ze sobą z Warszawy.
Jeśli czujesz, że w Waszej codzienności coraz trudniej o rozmowę i porozumienie, nie trzeba czekać, aż trudności urosną. Czasem warto po prostu porozmawiać.
I na koniec zostawiam Was z pytaniem: co w Waszej codzienności pomaga Wam na chwilę się zatrzymać i po prostu być przy swoim dziecku?


Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.